ALBION

strona główna > Media >

Film z sesji nagraniowej Albion - Wabiąc cienie

brak filmiku

"TERAZ ROCK" styczeń 2006r.

Progresywno-rockowy Albion po dziesięciu latach milczenia powrócił udaną płytą Wabiąc cienie (recenzję ukazała się w numerze listopadowym).

Przez jakiś czas mieliśmy ciągotki w stronę muzyki popowej. Te tendencje były związane z chęcią wyjścia z tej niszowej muzyki. Powstała mieszanka wybuchowa popowo-artrockowa. Wtedy też okazało się, że rynek muzyki komercyjnej nie ma nic wspólnego z jakością czy poziomem artystycznym tworzonej muzyki, tam liczy się tylko pieniądz, im więcej sprzedajesz płyt tym jesteś lepszy - niezależnie od tego co na tych płytach nagrywasz. Dlatego wróciliśmy z dalekiej podróży i tworzymy to co nam w duszy gra. Nowa płyta pokazuje że artrockowa muzyka jest w nas i tego się nie da zmienić.

Tak Krzysiek Malec - klawiszowiec Albionu - komentuje przerwę wydawniczą. Po podpisaniu umowy z wytwórnią Sick Records z Legionowa, wydaniu pierwszego wydawnictwa na CD w 1995 roku i licznych występach, zespół zmienił skład. Wokalistką została Kasia Sobkowicz, a nowym perkusistą - Rafał Paszcz (i tak jest do dziś; reszta składu to, poza Krzyśkiem Malcem, gitarzysta Jurek Antczak i basista Paweł Konieczny).

Po płycie ALBION "Albion" zaczęły się problemy, ze strony firmy wydawniczej, nie było pomysłu na to co dalej robić. Rozstaliśmy się z menadżerem Alkiem Królem. W 1999r. nagraliśmy płytę demo i szukaliśmy wydawcy .

Udało się porozumieć z Ryszardem Kramarskim, który prowadzi wydawnictwo płytowe Lynx Music i który został też współproducentem Wabiąc cienie. Krzysztof mówi o nim:

Ma troszeczkę inną wizję muzyki, zresztą sam gra w zespole Millenium. Wyszedł kompromis... Dzięki firmie Omni-Muz mogliśmy skorzystać z naprawdę dobrego sprzętu, wartego prawie sto tysięcy złotych - kontynuuje. Mieliśmy też komfort czasowy, żadnych ograniczeń. W wersji demo mieliśmy przygotowanych kilkanaście utworów, na płytę wybraliśmy najlepsze, udało się wypuścić płytę i znowu zaczyna się robić szum wokół zespołu. To potwierdzenie, że warto było wrócić.

Nowy album to zaskakująco bogate i niekiedy mocne brzmienia. Wcześniej najmocniejszym utworem w dorobku Albionu był wybuchowy, ekspresyjny numer Sarajevo. O nowym materiale tak mówi Jurek Antczak:

W porównaniu z pierwszą płytą jest mniej solówek i riffów też niezbyt wiele. Robiłem wszystko żeby ta płyta nie była ciężka. Starałem się jak najbardziej schować gitarę, nawet kłóciłem się z realizatorem. Chciałem, żeby na pierwszym planie były klawisze. Krzysiek jest świetnym klawiszowcem, ma wyczucie, smak.. Jeśli wydaje ci się, że jest czasami ostrzej niż poprzednio... widocznie za mało stanowczy byłem - kończy ze śmiechem.

Z największym rozmachem potraktowali instrumentalną suitę Bieg po tęczy.

Nagraliśmy już na pierwszej płycie suitę „Gologotha", tam śpiewał Paweł Konieczny, nasz basista. Porównywano go do Grzegorza Ciechowskiego... „Bieg po tęczy" to historia człowieka zmęczonego „dorosłym życiem". Teksty napisałem parę lat temu, kiedy Albion przestał grać, kiedy zostałem wrzucony w dorosłe życie, skończyła się zabawa - opowiada Jurek. Kolejny smutny utwór to Inny. Nie jest to tekst o nietolerancji - jak wielu go odbiera. Każdy z nas jest też kimś „innym". Ci, którzy cię wyśmiewają mają te same fobie.

Na płycie pojawia się również filmik z sesji, też dziełko Jurka: Pokazuje, że potrafimy się też śmiać. Natomiast w planach grupa ma nagranie wspólnego występu z Millenium i wydanie go na DVD. O koncertach zespołu Antczak mówi mi na koniec: Taka muzyka jak nasza powinna być grana na naprawdę dobrym sprzęcie i mieć dobrą oprawę świetlną. Nie chcemy robić czegoś słabego.


ŁUKASZ WEWIóR

 

"DZIENNIK POLSKI" WYD. Z DNIA 11 GRUDNIA 2005r.

"Wzloty i upadki" Rozmowa z klawiszowcem zespołu Albion – Krzysztofem Malcem 

- Określacie swoją muzykę terminem art rock. Co przez niego rozumiesz?

- Próbę wyniesienia rocka na poziom sztuki. Staramy się tego dokonać poprzez wzbogacanie aranżacji, urozmaicanie kompozycji, wprowadzanie ciekawych brzmień do naszych utworów.

- Co was skłoniło do takich poszukiwań dźwiękowych?

- Wewnętrzna potrzeba obcowania z taką muzyką, podobała nam się muzyka grana w audycjach radiowych prowadzonych przez Tomka Beksińskiego i Piotra Kosińskiego, w których prezentowali oni dokonania takich wykonawców, jak Pink Floyd, Genesis czy Marillion.

- Kiedy sami postanowiliście tworzyć własną muzykę?

- Na początku lat 90. Doszło wtedy do fuzji dwóch krakowskich zespołów – Albion i Clin'd'oil. Pierwszy reprezentowałem ja i perkusista/basista Paweł Konieczny, a drugi – gitarzysta Jerzy Antczak i basista Tomasz Kaczmarczyk. Mikrofon oddaliśmy Ani Batko, której umiejętności wokalne bardzo nam przypadły do gustu. Pozostawiliśmy nazwę Albion, bo była bardziej znana na rynku muzycznym.

- Do grania art rocka trzeba mieć spore umiejętności techniczne. Dysponowaliście wtedy takowymi?

- Przez lata słuchania płyt z tego gatunku i mozolnych prób poznaliśmy wszystkie jego tajniki. Wiedzieliśmy więc, jak to się robi. Ten sposób grania muzyki jest dla nas czymś naturalnym, nie stwarza nam to większych trudności.

- Jak przyjmowano wasze występy?

- Bardzo ciepło. Graliśmy nie tylko w Krakowie, ale również w innych miastach Polski. Uczestniczyliśmy w kilku festiwalach art rocka, pojawiając się u boku innych zespołów tego nurtu z kraju i zagranicy. Z tego okresu najlepiej wspominam nasz występ przed brytyjską Areną w krakowskim kinoteatrze „Związkowiec”.

- Dostrzegli was przedstawiciele fonografii?

- Tak. Pierwszy materiał nagraliśmy już w 1994 r. Wydała go krakowska wytwórnia Art Rock na kasecie - „Survival Games”. Rok później ukazała się nasza pierwsza płyta kompaktowa – „Albion”. Jej wydawcą była warszawska firma Sick Records Europe.

- Ciągle działaliście w tym samym składzie?

- Już przed nagraniem debiutanckiego materiału odszedł Tomasz Kaczmarczyk. Przez pewien czas obowiązki basisty i perkusisty pełnił więc Paweł. Potem za bębnami zasiadł Grzegorz Olszowski, a Paweł powrócił do swojego ulubionego instrumentu gitary basowej. Z czasem zapał niektórych członków zespołu do grania zaczął opadać. W efekcie rozstaliśmy się z Anią i Grześkiem.

- Jak wybrnęliście z tych kłopotów personalnych?

- Trzon grupy pozostał ten sam – ja, Jurek i Paweł. Ponieważ przyzwyczailiśmy się do tego, że nasze utwory śpiewa kobieta, zaprosiliśmy do współpracy nową wokalistkę – Kasię Sobkowicz. Dostrzegliśmy ją w konkursie Festiwalu Piosenki Studenckiej. Wybraliśmy się na przesłuchania do Rotundy z konkretnym zamiarem znalezienia wokalistki – i udało się. Kasia nie dość, że miała wokalny talent, to również gruntowne wykształcenie muzyczne. Nowym perkusistą został Rafał Paszcz – jedyna osoba, która przebrnęła przez testy grania łamanych rytmów.

- Nabraliście nowej energii do działania?

- Tak – na tyle, że postanowiliśmy powalczyć o komercyjny sukces. Przygotowaliśmy nowy repertuar w stylu pop-rocka, jaki prezentował wówczas np. zespół Varius Manx. Próbowaliśmy zainteresować nim duże wytwórnie płytowe, ale niestety nie udało się. To nas załamało. Straciliśmy chęć do grania.

- Jak to przezwyciężyliście?

- Zarejestrowany materiał trafił do krakowskiego wydawcy – Ryszarda Kramarskiego – prowadzącego wytwórnię Lynx Music. W rezultacie umieścił on jedno z tamtych nagrań – „Motyl” – na składance „Polish Art Rock Vol. 1”. Ponieważ polubił naszą muzykę, zaczął nas namawiać na nagranie nowej płyty.

- I znów postanowiliście wrócić do grania?

- Przearanżowaliśmy część starszych utworów i dopisaliśmy kilka nowych. Zrobiliśmy z tego demo, które spodobało się Ryśkowi. Udostępnił nam więc swoje studio, aby zarejestrować profesjonalne wersje wszystkich nagrań. Dokonaliśmy tego w maju i czerwcu tego roku. Plonem tej sesji jest album „Wabiąc cienie”, który właśnie ukazał się w sprzedaży.

- Czym różni się od waszych poprzednich dokonań?

- To nasza pierwsza płyta, nagrana na profesjonalnym sprzęcie zarówno od strony instrumentów jak i wyposażenia studia nagrań. Płyta brzmi bardzo dobrze, nowocześnie, pełna jest różnych dźwiękowych smaczków, szczególnie w warstwie klawiszowej i gitarowej. Mieliśmy dużo czasu, aby „dopieścić” wszystkie nagrania. I udało się. Jesteśmy z tego albumu bardzo zadowoleni.

- W przeciwieństwie do większości polskich zespołów art rockowych śpiewacie polskie teksty. Dlaczego?

- Jesteśmy nastawiani na krajowego odbiorcę. A teksty Jurka są tak dobre, że chcemy, aby były zrozumiałe także dla słuchacza nie znającego języka angielskiego. Myślimy o nagraniu angielskojęzycznej płyty, która mogłaby trafić na zachodni rynek, ale to temat na przyszłość.

- Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

- Na razie promujemy nowy album w mediach. Wiosną zagramy kilka koncertów. Potem zabierzemy się do pracy nad kolejną płytą, która mogłaby ukazać się pod koniec przyszłego roku.

Rozmawiał Paweł Gzyl [ Fot. z archiwum zespołu ]

RECENZJA Z ARTROCK.PL Z DNIA 29 PAŹDZIERNIKA 2005r.

Dziesięć długich lat minęło od chwili, gdy krakowska formacja Albion wydała swój pierwszy album zatytułowany po prostu „Albion". Później zdarzenia poukładały się w taki sposób, że zespół praktycznie zniknął ze sceny. Nie na zawsze... We wrześniu 2005 roku ukazał się zbiór nowych nagrań Katarzyny Sobkowicz - Malec, Jerzego Antczaka, Pawła Koniecznego, Krzysztofa Malca i Rafała Paszcza. Płytę zatytułowano „Wabiąc cienie".

Wypełnia ją 7 kompozycji nawiązujących do najlepszych prog-rockowych czasów. Muzyka Albion to przede wszystkim mnóstwo delikatnych, pastelowych melodii, nie brakuje też zgrabnych gitarowych solówek. Nie ma na tym krążku przełomowych eksperymentów, czy też niesamowitych dźwiękowych odkryć. Jest za to niecała godzinka bardzo dobrze zagranej, wyważonej i interesującej muzyki, znakomicie nadającej się do tego, by spędzić z nią przynajmniej kilka długich jesienno-zimowych wieczorów. Kto szuka dźwięków łagodnych i uspokajających, które jednocześnie nie usypiają, powinien sięgnąć po opisywany krążek.

Absolutnym numerem 1 płyty jest, ponad 11-minutowa, instrumentalna suita Bieg po tęczy. Bardzo miło słucha się tego dialogu klawiszowych pasaży z gitarą, niezwykle sympatycznie brzmi wpleciony w niego niewinny głosik niemowlęcia. Na koniec nieśmiała, ale gustowna dawka elektronicznych taktów. Wielbiciele Mike'a Oldfielda, Pink Floyd a może nawet J.M. Jarre'a powinni być usatysfakcjonowani tą kompozycją.

Wyróżnić chciałbym również dwie następne kompozycje: Yuppie oraz Inny. Tym razem mamy już przyjemność słuchania ładnego głosu (czasem przypominającego wokal E. Derkowskiej) Katarzyny Sobkowicz - Malec. Drugi z wymienionych utworów, a w zasadzie to jego tekst, przywołuje mi nieustannie balladę „Majster bieda" wykonywaną przez zespół Wolna Grupa Bukowina. Trochę inna muzyka, ale jednak chyba podobna wrażliwość.

A propos tekstów, to ich autorowi - (z wyjątkiem kompozycji Szary autorstwa Pawła Koniecznego) Jerzemu Antczakowi należy się uznanie. Coraz rzadziej mamy przyjemność obcować z interesującymi dźwiękami w towarzystwie zgrabnych polskich słów...

„Wabiąc cienie" to niewątpliwie udany powrót Albion. Płyta jest przemyślana i bardzo spójna. Album jest, mówiąc żartobliwie, „nie krótki, nie długi, lecz w sam raz" - nie ma tu wypełniaczy, każda piosenka znajduje się na swoim właściwym miejscu.

Czuć, że krakowianie grają właśnie taką muzykę, jaką cenią sobie najbardziej. Myślę, że warto poświęcić trochę czasu, aby przekonać się jak im to wychodzi. Mam też nadzieję, że na następne dźwięki spod Wawelu będziemy czekać trochę krócej niż dekadę...

Siódemka i wielki plus.
2005-10-29